niedziela, 7 kwietnia 2013

Prolog

 Na początku chciałabym podziękować Drakuli i Wiertareczce, za pomoc przy blogu. Dziękuję :) .


Wiecie jak najlepiej zacząć dzień? Udajcie się do szkoły, spotkajcie satyra, a potem wspólnie uciekajcie przed wielkimi, obrzydliwymi ptakami. Dokładnie tak, jak ja dzisiaj. Szkoda, że te Erynie, jak nazwał je ten kozłonóg, musiały rozedrzeć mi moją nową czerwoną kurtkę. Ale jeszcze bardziej żałuję tego, że nie mam przy sobie broni, bo naprawdę bardzo polubiłam tą kurtkę. Tak więc pozostaje mi tylko biec i wykrzykiwać obelgi do tych paskud.
Biegniemy i biegniemy, jesteśmy już nawet w jakimś lesie,ale chyba jesteśmy blisko, bo satyr zaczyna zwalniać. Teraz mogę spytać go gdzie biegniemy, czym jest lub jak ma na imię, ale nagle dostrzegam coś między drzewami. Wygląda jak złoty kocyk. Nie, to Złote Runo. Skąd ja to wiem? Nie mam pojęcia, skupiam się na tym, aby biec jak najszybciej. W pewnym momencie satyr staje tak nagle, że na niego wpadam. Jest ode mnie wyższy, jakieś pięć centymetrów. Może to przez te kozie nogi, może po prostu rogi dodają mu wzrostu. Odwraca się do mnie i widzę jego twarz. Ma nie więcej niż 16 lat, brązowe oczy, ciemne włosy i pogodną buzię. Byłby całkiem przystojny, gdyby nie odstraszały mnie rogi.
-Posłuchaj, mam na imię Grover.- mówi - Zaraz wejdziemy do bezpiecznego miejsca, Chejron wszystko ci wytłumaczy. Tam nie znajdą cię żadne potwory.
Wyobrażam sobie, jak wyglądam. Postrzępione ubrania, zmierzwione włosy i coś jak ciekawość i niedowierzanie na twarzy.
-Okej, Grover. -zaczynam- Jestem Patt. Dlaczego masz rogi i owłosione nogi?
Grover zaczyna się śmiać, ja też pozwalam sobie na uśmiech. Ale nadal jestem trochę zbyt oszołomiona. A co jeśli chcą mi zrobić krzywdę? Bez walki się nie poddam.
Przez chwilę idziemy z Groverem przez las, myślę, że zmierzamy w stronę wielkiego drzewa ze Złotym Runem. Właśnie przed nim satyr zatrzymuje się i mówi:
-To tu.
Przechodzi obok drzewa i znika. Dosłownie zniknął, bez namysłu idę za nim. Patrzę, gdzie jestem i nagle zapiera mi dech w piersiach.
-Witaj w Obozie Herosów.
Gapię się na miejsce, które Grover nazwał obozem. Jest tu chyba z milion domków, każdy jest inny. Jeden jest niebieski, wygląda jak woda, inny wygląda jak domek nadętych laleczek, które tak lubiłam dręczyć w szkole, jeszcze inny przykuwa moją uwagę. Jest czerwony, wokół jest porozrzucana różna broń. Sztylety, miecze, tarcze, oszczepy i inne. Mam ochotę tam podejść, ale Grover już mnie gdzieś ciągnie.
-To miejsce, to obóz dla dzieci bogów. Twoja mama lub tata to grecki bóg. A drugi rodzic to śmiertelnik, prawdopodobnie ten, z którym mieszkasz. Więc z kim mieszkasz, z mamą czy tatą?
Dzieci bogów? Greckich bogów? Nie zdziwiłabym się, gdyby nagle zza drzew wyskoczyli moim bliscy z uśmiechem na twarzy, wykrzykujących "MAMY CIĘ!". Ale to nie wygląda jak żart.
-E, mieszkam z mamą.- mówię- Ojca nie znam.
Mama mówiła mi, że tata był żołnierzem. Po tym jak się urodziłam poszedł na jakąś wojnę i nigdy nie wrócił. Nie wiem czy umarł, czy nie chciał mieć dzieci. Z mamą żyło mi się dobrze, nie zmieniłabym tego.
-Och, super! Czyli twój tata jest bogiem! Cieszysz się?
Nie tryskam entuzjazmem jak satyr. Muszę się powstrzymać, żeby się nie zdenerwować, wtedy będzie źle. Pierwszy dzień w obozie i już ludzie mieliby się mnie wystraszyć? Kiepsko. W pamięci próbuję sobie coś przypomnieć o tych greckich bogach. Nie idzie mi to za dobrze, bo nigdy nie słuchałam na lekcjach. Między innymi dlatego wyrzucali mnie ze szkół.
Po rozmowie z Chejronem, z której dowiedziałam się, że te domki, które widziałam wcześniej, to domki dzieci bogów i że na dzieci bogów mówimy "herosi" lub po prostu "dzieci półkrwi", udajemy się na kolacje. Staję z Chejronem (czy wspomniałam, że jest centaurem?) przed największym ogniskiem, jakie w życiu widziałam, i patrzę na te wszystkie dzieciaki. Jeśli dobrze zrozumiałam, jest tu gdzieś moje rodzeństwo. Jestem ciekawa, przy którym stoliku teraz siedzą. Nie przejmuję się tym, że prawdopodobnie wyglądam jak jakaś bezdomna, stoję wyprostowana i patrzę na otaczających mnie ludzi.
- UWAGA ! - krzyczy centaur- Dziś do naszego obozu przybyła Patrycja...
-Patt! - wtrącam.
-Tak, Patt ... Nie wiemy jeszcze czyją jest córką, dlatego przez jakiś czas zamieszka w domku Hermesa! Niestety, Grover, nie może jej oprowadzić, więc, czy jest jakiś ochotnik?
Nikt się nie zgłosił. Nie dziwię się, gdybym zobaczyła kogoś takiego, jak ja, też bym się nie zgłosiła. Ale ciekawe, kto mnie oprowadzi, jeśli nie jakiś półbóg? I dlaczego Grover nie może?
Nagle, ku mojemu zdziwieniu, wstał jakiś chłopak. Ma kręcone włosy, brudną, pomarańczową koszulkę, a przy spodniach wisi mu jakiś pas.
- Ja nie mam nic do roboty. - powiedział chłopak i uśmiechnął się do mnie. - Jestem Leo Valdez.